No a wczoraj skonczylo sie wszystko! We wtorek mielismy ostatnie testy praktyczne – ktore juz nie byly tak latwe i przyjmne jak te pierwsze, i prawde powiedziawczy nie czulam sie po nich „dobrze”, mialam wrecz wrazenie, ze ja sie do tej pracy nie nadaje! Wynikow jeszcze nie mam, bo czekam wlasnie na spotkanie z naszymi prowadzacymi, na ktorym przedstawia mi ostateczny raport i wyniki ostatnich testow – zobaczymy… Wtorek byl naprawde ciezki, bo po calutkim dniu testow (od 8 do 17 z 10 minutowa przerwa!!) musialam wrocic do hotelu i uczyc sie zakichanym prezentacji na poranny test w srode. Eh, nie mialam sily! Marzylam o tym, zeby zakopac sie pod kolderka i spac, spac spac!!!
Na szczescie w srode o 10 bylo juz po wszystkim! Musialam jeszcze posiedziec troche w biurze, posluchac ostatnich mini prezentacji moich kolegow z grupy, i „urwalismy sie” wczesniej 😉 Drzemka, i pozniej szybkie zakupy, bo potrzebowalam zaopatrzyc sie w sukienke – w piatek mamy uroczyste firmowe Christmas Party, i trzeba sie „bardzo formalnie” ubrac – wiec mysle ze mala czarna bedzie ok 😉
Po zakupach wyladowalismy w mieszkaniu Aviral’a – pizza, szisza – luzik!! 🙂 Tak mozna zyc 😉
A dzis siedzimy sobie w biurze, kazdy robi co mu sie podoba – czyli facebook, poczta, magia internetu 😉 Co jakis czas tylko kazdy wychodzi po swoj „final report”. Nic tylko odliczac dni do powrotu … Coraz blizej!! 😀
Weekend w Austin :P
To byl cudowny weekend! Przez chwile sie wahalam czy powinnam jechac, bo przeciez czekaly na mnie testy praktyczne we wtorek i jeszcze jeden test teoretyczny… Ale poniewaz przesuneli go na srode… Oj i wcale nie zaluje ze pojechalam! Choc nie zaczelo sie za dobrze – wyruszylismy z Houston w piatek wieczorkiem, i pedzilismy amerykanskimi autostradami. Bylo nas 4 – Jennifer, Aviral, Ryan i ja 🙂 Jennifer zabrala ze soba magiczne urzadzenie „wykrywajace” policyjne radary w okolicy, wiec Aviral korzystal z mocy swego BMW 😉 Niestety urzadzenie nie za bardzo zadzialalo, albo pan policjant uzywal magicznego radaru, bo w pewnym momencie zobaczylismy mocne policyjne swiatla za nami … No i skonczylo sie mandatem, podobno nie az tak wysokim, ale jesli Aviral mialby na liczniku o dwie kreseczki wiecej (zamiast 93 – 95) moglby wyladowac w wieznieniu!!! Masakrunia! W koncu udalo sie nam dojechac do Austin i do domku kolegi Aviral’a. Zostawilismy tylko rzeczy i poszlimy „na miasto” 😉 Spacerkiem po centrum, zajrzelismy do kilku klubow, zeby skosztowac „lokalnych” smakolykow 😛 I w koncu wyladowalismy w jednym klubie na dluzej, zeby troche poplasac 😉 Wstalismy dosc wczesnie, w sumie to my obudzilysmy chlopakow, bo zaczelysmy sobie gadac juz po 8 😉 Wiec zebralismy sie, pojechalismy na sniadanko do centrum, pozniej spacer nad jeziorkiem i powrot do domku na popoludniowa drzemke 😉 Pozniej siedlismy sobie na ogrodku i delektowalismy sie szisza 😉 Kolacja i znowu noc w miescie! Cudownie! Brakowalo mi tego! Austin jest studenckim miastem, ma baaradzo fajny klimat, oczywiscie nie tak cudowny jak Krakow, ale o niebo lepszy niz Houston 😉 A na koniec najlepsze! Calej naszej piatce udalo sie w srodku nocy zlapac stopa!!! – Oskar zawiozl nas do cukierni na paczki, a stamtad mielismy juz bliziutko do domku 🙂 I zapalilismy sobie jeszcze szisze na dobranoc 🙂 To naprawde byl mily weekend – odpoczelam od miasta, hotelu, nauki! Ekstra! 😀
Po prezentacji… :)
KONIEC!!!!TAK TAK TAK!! Powinnam to juz wczoraj napisac, ale jakos malo czasu bylo 😉 Za to dzis… Ale od poczatku … Bo znowu mialam przerwe w pisaniu… 🙁 Do ostatniego weekendu oczywisice nie dzialo sie nic specjalnego – nauka, kilkanie, nauka, klikanie i tak w kolko. Choc jeden dzien wyroznial sie od innych – mialam swoja mini prezentacje. Oczywiscie ze sie denerwowalam! Bylam swiadoma tego ze zrobilam dobra prezentacje, ale oprocz tego „ktos” musial to ladnie przestawic… W poniedzialek przed prezentacja siedzialam w biurze do 22:30 .. Dopracowywalam szczegoly, cwiczylismy sobie na duzym ekranie, i naprawde mialam dosc. Wrocilam do hotelu, i mialam jescze sobie pocwiczyc, ale bylam tak zmieczona ze wystarczyla chwila – polozylam sie na lozku i zasnelam… Ale wstalam o 5 by jeszcze ze dwa razy chociaz sobie to wszystko powiedziec. No i musialam sie jeszcze wyprasowac, wypluskac sie, i przygotowac siebie by wygladac profesjonalnie. Oczywiscie nie jadlam sniadania, ani lunchu – prezetacje zaczely sie dopiero o 1 (mielismy w ten dzien az 4). To wyglada tak ze 2 osoby maja ten sam temat – ja maialam to samo z Emily – Amerykanka. I na poczatku ustalilismy ze ja pojde pierwsza, bo … lepiej na pierwszy ogien, i niech najpierw uslysza lamana agielszczyzne, a pozniej dopiero ta „ladna” ;). Ale poniewaz Emily bedzie pracowala tutaj, w Houston, to na jej prezentacje zostaly zaproszone inne osoby – jej supervisorzy, itp, wiec poszla pierwsza, zeby nie trzymac tych osob za dlugo. Eh.
Dodatkowo troche mnie zdenerwowali prowadzacy, bo… Tydzien przed prezentacja poszlam sobie na konsultacje z ta moja prezentacja to babeczki ktora najbardziej surowo ocenia, i ona powiedziala mi ze powinnam dodac informacje o funkcji despike i co to jest sam spike itp. Wiec zrobilam to, a w poniedzialek nasza prowadzaca zobaczyla moja prezentacje i powiedziala ze nie powinnam tego miec, bo my nie analizowalismy tego na naszych zajeciach, wiec… Usunelam to… A w dzien prezentacji przyszedl do mnie Mike, i pyta sie mnie czy mam cos o despike w mojej prezentacji, wiec powiedzialam ze tylko mala wzmianke, bo wczoraj Gwen kazala mi usunac…A on „no bo jednak powinnas to miec” . AAAAA!! Myslalam ze ich zastrzele! I dobrze ze wyslalam ta prezentacje na edysk, i mialam te slajdy tam, wiec moglam w miare szybko „przywrocic” te rzeczy – tylko przeca nie cwiczylam sobie „jak to powiedziec”, wiec dodatkowo sie zestresowalam. Eh.
A sama prezentacja – poczatek nie byl zly, ale gdy doszlam do transformaty Fouriera, i zaczelam sie troszke motac, to sie spielam jeszcze bardziej – objawy: zaczelam mowic szybciej, wiecej do monitora niz do publicznosci, i cieszej. Ale dobrenelam jakos do konca. Pozniej pytania, na szczescie nie bylo ich duzo, i nie byly baardzo ciezkie, choc na jedno czy dwa nie odpowiedzialam. Po wszystkich prezentacjach komisja poszla na „narade’, i pozniej punktacja. I tym dopiero bylam zaskoczona – dostalam 92%!
Jakaz ulga! Jak wszystko ze mnie opadlo po tym – moglam spokojnie cos zjesc! A pozniej marzylam juz tylko o lozku! Bo moje oczy… jakby ktos nasypal mi piasku! normalnie tragedia – w sumie nie dziwie sie, w ostatnich dniach spedzalam po 12 -14 godzin przed kompem… Po prezentacjach mielismy jeszcze zrobic pare rzeczy – u mnie polegalo to tylko na jak najszybszym klikaniu i skonczeniu – i tak naprawde nie wiem dokladnie o co chodzilo, ale to maly szczegol. No i planowalam ze przespie sie chwilke, a pozniej wstane i zaczne sie uczyc, bo test teoretyczny, ktory mielismy nastepnego dnia, ale niestety… Nie pamietam nawet kiedy wylaczylam budzik, pozniej kolo 21:30 obudzil mnie telefon, ale tylko odpowiedzialam na jakies ptytanie kolegi, i poszlam spac dalej.
Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata.
Weekend :D
No to pochwalic sie moge ze zdalam 🙂 Zawalilam jeden test (na ktorym dostalismy „obrazki” i mielismy rozpoznac jakim procesom zostaly poddane dane – no i nie bylam pewna czy jeden proces zostal zaaplikowany do wszystkich, i nie napisalam…i tak stracilam 23pkt…). Wiec z jednego testu mam 77, ale za to z innych mam ponad 90, wiec srednia wychodzi calkiem niezla – 92 😛 Jak dla mnie super 🙂 Choc troszke jestem zla na siebie o te obrazki, ale co tam 😉
A teraz jeszcze tylko 1,5 godzinki i weekend 😛 Firma postanowila byc mila dla nas i dzis „wypuszcza” nas o 14 🙂
Hihi :)
Polecem 😀 Zwlaszcza milosnikom kawy 😉
http://uk.youtube.com/watch?v=-UsR9Ap41R8&feature=related