KONIEC!!!!TAK TAK TAK!! Powinnam to juz wczoraj napisac, ale jakos malo czasu bylo 😉 Za to dzis… Ale od poczatku … Bo znowu mialam przerwe w pisaniu… 🙁 Do ostatniego weekendu oczywisice nie dzialo sie nic specjalnego – nauka, kilkanie, nauka, klikanie i tak w kolko. Choc jeden dzien wyroznial sie od innych – mialam swoja mini prezentacje. Oczywiscie ze sie denerwowalam! Bylam swiadoma tego ze zrobilam dobra prezentacje, ale oprocz tego „ktos” musial to ladnie przestawic… W poniedzialek przed prezentacja siedzialam w biurze do 22:30 .. Dopracowywalam szczegoly, cwiczylismy sobie na duzym ekranie, i naprawde mialam dosc. Wrocilam do hotelu, i mialam jescze sobie pocwiczyc, ale bylam tak zmieczona ze wystarczyla chwila – polozylam sie na lozku i zasnelam… Ale wstalam o 5 by jeszcze ze dwa razy chociaz sobie to wszystko powiedziec. No i musialam sie jeszcze wyprasowac, wypluskac sie, i przygotowac siebie by wygladac profesjonalnie. Oczywiscie nie jadlam sniadania, ani lunchu – prezetacje zaczely sie dopiero o 1 (mielismy w ten dzien az 4). To wyglada tak ze 2 osoby maja ten sam temat – ja maialam to samo z Emily – Amerykanka. I na poczatku ustalilismy ze ja pojde pierwsza, bo … lepiej na pierwszy ogien, i niech najpierw uslysza lamana agielszczyzne, a pozniej dopiero ta „ladna” ;). Ale poniewaz Emily bedzie pracowala tutaj, w Houston, to na jej prezentacje zostaly zaproszone inne osoby – jej supervisorzy, itp, wiec poszla pierwsza, zeby nie trzymac tych osob za dlugo. Eh.
Dodatkowo troche mnie zdenerwowali prowadzacy, bo… Tydzien przed prezentacja poszlam sobie na konsultacje z ta moja prezentacja to babeczki ktora najbardziej surowo ocenia, i ona powiedziala mi ze powinnam dodac informacje o funkcji despike i co to jest sam spike itp. Wiec zrobilam to, a w poniedzialek nasza prowadzaca zobaczyla moja prezentacje i powiedziala ze nie powinnam tego miec, bo my nie analizowalismy tego na naszych zajeciach, wiec… Usunelam to… A w dzien prezentacji przyszedl do mnie Mike, i pyta sie mnie czy mam cos o despike w mojej prezentacji, wiec powiedzialam ze tylko mala wzmianke, bo wczoraj Gwen kazala mi usunac…A on „no bo jednak powinnas to miec” . AAAAA!! Myslalam ze ich zastrzele! I dobrze ze wyslalam ta prezentacje na edysk, i mialam te slajdy tam, wiec moglam w miare szybko „przywrocic” te rzeczy – tylko przeca nie cwiczylam sobie „jak to powiedziec”, wiec dodatkowo sie zestresowalam. Eh.
A sama prezentacja – poczatek nie byl zly, ale gdy doszlam do transformaty Fouriera, i zaczelam sie troszke motac, to sie spielam jeszcze bardziej – objawy: zaczelam mowic szybciej, wiecej do monitora niz do publicznosci, i cieszej. Ale dobrenelam jakos do konca. Pozniej pytania, na szczescie nie bylo ich duzo, i nie byly baardzo ciezkie, choc na jedno czy dwa nie odpowiedzialam. Po wszystkich prezentacjach komisja poszla na „narade’, i pozniej punktacja. I tym dopiero bylam zaskoczona – dostalam 92%!
Jakaz ulga! Jak wszystko ze mnie opadlo po tym – moglam spokojnie cos zjesc! A pozniej marzylam juz tylko o lozku! Bo moje oczy… jakby ktos nasypal mi piasku! normalnie tragedia – w sumie nie dziwie sie, w ostatnich dniach spedzalam po 12 -14 godzin przed kompem… Po prezentacjach mielismy jeszcze zrobic pare rzeczy – u mnie polegalo to tylko na jak najszybszym klikaniu i skonczeniu – i tak naprawde nie wiem dokladnie o co chodzilo, ale to maly szczegol. No i planowalam ze przespie sie chwilke, a pozniej wstane i zaczne sie uczyc, bo test teoretyczny, ktory mielismy nastepnego dnia, ale niestety… Nie pamietam nawet kiedy wylaczylam budzik, pozniej kolo 21:30 obudzil mnie telefon, ale tylko odpowiedzialam na jakies ptytanie kolegi, i poszlam spac dalej.