Samotnosc singla to najwieksza sciema naszych czasow, zaden bowiem zaobraczkowany nie jest w tak wymagajacym zwiazku jak biedna singielka wydana za korporacje.
/M.Piatkowska/
Houston macie problem ;)
A co tak poza tym u mnie? Odpoczelam troche w Anglii, zmeczylam sie troche podroza i zaczelam juz ciezka prace 🙂 To tak w skrocie 🙂 Dwudniowy pobyt w Anglii pozwolil zregenerowac mi troche sil, wyspalam sie, odwiedzilam polskich znajomych – och jak dobrze moc choc przec chwile zobaczyc znajome twarze i pogadac w ojczystym jezyku! Niedziela okazala sie dluuugim dniem – i zakreconym jesli chodzi o czas, bo … Po pierwsze zmienialismy go na zimowy – zawsze mam problem w ktora strone przestawic zegarek, a tu jeszcze o 7 rano mialam juz jechac na lotnisko, wiec nie bylo czasu na pomylki 😉 Po drugie … Moj dzien trwal 29 godzin – a przeciez zawsze mnie uczyli ze dzien ma 24h (nawet niecale). Wystartowalam z Londynu o 10:05, wielkim samolotem – tak to byl moj pierwszy raz gdy lecialam boingiem, wygodne fotele, mini telewizorek gdzie moglam ogladac sobie filmy, sluchac radia, i obserwowac jak sie ma nasz lot 🙂 Lecialam 10 godzin (mimo wszystko szybko minelo, bo na przemian spalam, jadlam, pilam – klimatyzacja mnie wykanczala, no czasem posluchalam muzyki, i cos ogladnelam), i wyladowalam w Houston o 15. Hmm… W piatek wyslalam info do Houston, zeby przygotowali sie na moje przybycie, ale nie dostalam zadnego potwierdzenia, wiec mialam tylko nadzieje ze ktos bedzie na mnie czekal na lotnisku 😉 Po malym zamieszaniu znalazl sie Pan ktory zawiozl mnie do hotelu. I tak oto znalazlam sie w moim malym mieszkanku, bo tak moge to nazwac – pokoj z kuchnia 🙂 Wielkie lozko, duzy telewizor, i rozne takie dodatki, kuchnia wyposazona we wszystkie potrzebne rzeczy, tylko lodowke musze sobie we wlasnym zakresie zapelniac 🙂 Duzy problem pojawil sie juz na poczatku – dziwne amerykanskie gniazdka – czyli brak dostepu do jakze potrzebnego mi pradu!!! I zadne moje inzynierskie zdolnosci nie pomoga by sie podlaczyc 😉 Pierwsza noc byla ciezka – obudzialam sie po 2 tutejszego czasu, czyli tak naparwde kolo 8 i nie moglam spac! Przewracalam sie z boku na bok, w koncu wlaczylam sobie tv i ogladalam jakies seriale. Uf. W koncu udalo mi sie zdrzemnac jeszcze jakas godzinke. Rano pod hotel podjezdza busik ktory zabiera nas do firmy – nie jest daleko, jakies 10 minut, wiec mozna by nawet spacerkiem podejsc, ale jest to dosc ryzykowne 😉 Co baaardzo mnie zaskoczylo, w Houston (nie wiem czy wszedzie w USA tak jest), piesi sa rzadkoscia, wszyscy jezdza swoimi autami, wiec jest tez problem z autobusami, i innymi srodkami komunikacji miejskiej… :/ No a przez to tez kierwocy w ogole nie zwracaja uwagi, ze ktos np chce przejsc przez droge, i jak cos to wlacza tylko wycieraczki i pojada dalej 😉
Pierwszy dzien w firmie … Nie bedzie latwo. Wrecz pokusze sie by powiedziec ze bedzie BARDZO ciezko. To szkolenie trwa 7 tygodni – w ktorym bedzie co najmniej 10 testow. W kazdy poniedzialek test teoretyczny z poprzedniego tygodnia. W pierwszy poniedzialek rowniez byl test, tak aby nas sprawdzic. Dodatkowo beda testy praktyczne. Zeby zaliczyc te testy trzeba miec co najmniej 80% z kazdego. Jesli srednia z wszystkich testow bedzie mniej niz 80% delikatnie mowiac, mozna zaczac szukac innej pracy … Jak dla mnie nie wyglada to za kolorowo, bo jakby na to nie patrzec nie jest to latwy material. Sa tu osoby, ktorych ojczystym jezykiem jest angielski, i oni mowia ze czasem maja problem zeby cos zrozumiec, wiec hmm… Co ja mam powiedziec? Ale ok, przeciez nie bede sie poddawac na samym poczatku! Pomartwie sie po pierwszym tesie 😉 W najgorszym wypadku wroce do punktu wyjscia …
Wyklad, przerwa, wyklad, lunch, wyklad, przerwa, wyklad, tak codziennie od 8 do 17. Oczywiscie nie obejdzie sie bez pracy po godzinach. Niezle mam wyzwanie przed soba, nie wiem skad mam ta zdolnosc pakowania sie wlasnie w takie rzeczy. Czy nie moglam wybrac sobie czegos prostszego… ? Moglam …
Poniedzialek byl tez dniem prania 😀 Pralnie mamy w hotelu, jest za free, tylko musimy sie we wlasne srodki do prania zaopatrzyc. Dlatego tez wykorzystalysmy z dziewczynami szanse, ze jeden z naszych kolegow ma samochod i pojechalismy do marketu na drobne zakupy 😉 Glownym celem byl oczywiscie konwerter, bo ilez mozna zyc bez pradu!!?? 😉
Ogladaliscie moze Friendsow? Pierwsza seria, 3 albo 4 odcinek, kiedy to Rachel z Rossem ida robic pranie? Wygladalismy podobnie 😉 W miedzy czasie, gdy sie pralo i suszylo, zwiedzilismy fitnes pokoj – calkiem niezle wyposazony, wiec mozna sie po zajeciach troche poruszac, baaardzo mi sie to rozwiazanie podoba 🙂 I dodatkowo poznalysmy calkiem fajnych Amerykanow 😀 Zaprosili nas na grila, ktorego robili przed hotelem. Poszlysmy na chwilke, tak tylko sie przywitac (mialo byc 10 min, ale sie troszke przedluzylo ;)). W kazdym bardz razie wieczor byl bardzo mily, chlopaki grali na gitarze, spiewali, grali w jakas smieszna gre, ogolnie zabawnie 🙂 A co najsmiszniejsze, w niedziele idziemy ogladac amerykanski football! Bo podobno jakis powazny mecz jest 😉 Szalenstwo 😉
Ego
Dzisiaj w Polsce rządzi ego. Ogromna ilość Polaków to są DDA (dorosłe dzieci alkoholików), ale obok tej choroby występuje inna, równie niebezpieczna – egoholizm. Jest to brak uczciwości wobec siebie, a co dopiero wobec innych. W Polsce króluje fasada i ściema.
/M.Gretkowska/
Znaki
Będąc świadomym znaczenia znaków, jakie otrzymujemy możemy zmieniać świat. Ale jeśli życie nam się po prostu dzieje, bez autorefleksji, przygotujmy się na niespodzianki i katastrofy, które sami nieświadomie wywołaliśmy.
Tashi deley
Samoocena to fundament, na którym opiera się cała konstrukcja naszego życia, to podstawowa ludzka potrzeba. Niska samoocena działa jak bomba z opóźnionym zapłonem – jeśli źle oceniamy siebie, to mniej lub bardziej świadomie programujemy się na porażkę. Ludzie z niską samooceną wycofują się, poddają, zamykają. Albo za wszelką cenę chcą pokazać światu, że jest inaczej, niż sami o sobie myślą. A kiedy przychodzi sukces sabotują go: rozpijają, wikłają w toksyczne związki, prowadzą hulaszczy tryb życia. Dzieje się tak dlatego, że sukces koliduje z ich wewnętrznym przekonaniem o tym, kim są.
Skutecznym zabezpieczeniem, jest jedynie wysoka samoocena. Poczucie, że potrafię stawić czoła podstawowym życiowym wyzwaniom. Umiejętność patrzenia na świat własnymi oczami. Przekonanie, że mam prawo do szczęścia, zaspokajania swoich potrzeb i pragnień, ociągania tego, co dla mnie ważne, do radości, z owoców swojej pracy. Mimo deficytów, słabości, ocen płynących ze świata.
Esencją wysokiej samooceny jest zaufanie do własnego umysłu i przekonanie, że zasługujemy na szczęście. Potęga takiego myślenia o sobie polega przede wszystkim na tym, że motywuje do działania. A jednocześnie zależy od tego, jak działamy. Bo działanie i samoocena są ze sobą sprzężone. Mając wysoką samoocenę jestem wytrwalsza w pokonywaniu trudności. Bardziej uparta i zmotywowana do osiągania celu.
„Wartość wysokiej samooceny nie polega wyłącznie na tym, że pozwala nam czuć się lepiej, ale że pozwala ŻYĆ lepiej.” /Braden/
Kwintesencją wysokiego poczucia są słowa jakimi Tybetańczycy pozdrawiają, każdego spotkanego człowieka: Tashi deley [Pozdrawiam Twoją wielkość]. Pozdrawiam miejsce w Twym sercu, w którym mieszkają: twoja odwaga, honor, nadzieja, miłość i marzenia. Pozdrawiam to miejsce w Tobie, gdzie – jeżeli ty znajdujesz się w tym miejscu wewnątrz siebie, a ja w takim miejscu wewnątrz siebie – jesteśmy jednością.
Angielska pogoda
I tak oto wyladowalam juz w Anglii. Dzis po raz pierwszy bylam w „swoim” biurze. Ale zaraz zaraz, bo znowu sie rozpedzilam, wiec od poczatku …
Mialam napisac o niedzieli w Paryzu 🙂 Dzien byl niesamowity! Choc gdy budzik po raz kolejny wyrwal mnie ze snu tak wczesnie, mialam ochote wylaczyc telefon i zakopac sie pod kolderka … Ale na szczescie opanowalam sie 🙂 Spakowalam plecak, aparat, statyw, zjadlam sniadanko i wyruszylam w droge 😉 Dosc szybko pojawila pierwsza i na szczescie ostatnia przeszkoda – bilet na pociag! Po raz kolejny – blondynka – nie pomyslalam ze w niedziele o 7:30 kasy na peryferyjnych stacjach moga byc nieczynne… OOO znalazlam automat! 😀 OOO tylko po fransucku 🙁 Poszczescilo mi sie bo na dworcu byl mily Pan, ktory troche znal angielski, i pomogl mi z ta maszyna i jeszcze pozyczyl mi 55 centow bo mnie braklo drobnych 😉 I nawet udalo sie nam znalezc angielskie menu – co jednak niewiele by mi dalo, bo nie wiedzialabym ktory bilet wybrac 😉 O 8:30 bylam juz w centrum Paryza i na stacji Chatelet les Halles czekalam na mojego przewodnika, ktory okazal sie zwariowanym, bardzo otwartym, zaskakujacym artysta fotografem! Czyli oprocz tego ze pokazal mi zakatki Paryza, ktorych sama na pewno bym nie odkryla, to dodatkowo dostalam wiele wskazowek dotyczacych fotografii, wiec podwojnie bylam zadowolona 😉 Oczywiscie odwiedzilismy rowniez standardowe, turystyczne miejsca, takie jak np. Luwr, czy wieza Eiffla, ale nie zwiedzilam muzeum, ani nie wjechalam na wieze 😉 Szkoda marnowac czasu na stanie w kolejkach 😉 Z reszta Luwr jest ogromy i przypuszczam ze jesli rzeczywiscie chcialbym „cos” zobaczyc to musialabym tam spedziec co najmniej jeden dzien – a ja mialam tylko jeden jedyny na caly Paryz 😉 Nie jestem w stanie powiedziec gdzie bylam – bo a) z francuskim u mnie krucho, a z francuskimi nazwami jeszcze bardziej 😉 b) nie sposob zapamietac wszystkiego 😉 W kazdym badz razie dzien byl sloneczny, cieply, a miasto cudowne! Mysle ze jakbym znala francuski to moglabym nawet zamieszkac w tych okolicach 😉 Miasto zadbane, rewelacyjnie przygotowane dla rowerzystow, sliczne uliczki, urocze zakatki … Naprawde bardzo pozytywnie mnie zaskoczylo 🙂 Dlatego polecam kazdemu – bo Paryz to nie tylko wieza Eiffla 😉 Bogdan, moj przewodnik, rowniez BARDZO mnie zaskakiwal! Chyba niewiele jest tak otwartych ludzi 🙂 Czasem moze az za bardzo 😉 Totalny luz, usmiech i pozytywne podejscie do zycia – artysta 😉 Do hotelu wrocilam po polnocy, szybki prysznic i usnelam jak dziecko, i choc krotko spalam bardzo dobrze 🙂
Niedziela byla urocza, ale niestety kolejne dni byly baaaardzo pracowite – zajecia, a oprocz tego musielismy w grupach przygotowac prezentacje – moja grupa miala zajac sie elektrycznoscia 😉 A i oczywiscie ciagle mialam do przerobienia plyty – materialu ogrom, a raport trzeba bylo wyslac do czwartku, ale na szczescie dzieki malej pomocy 😉 udalo mi sie to skonczyc 🙂 Dodatkowo na zakonczenie mielismy test, ktory zdalismy i otrzymalismy certyfikaty ukonczenia naszego pierwszego szkolenia. Kazdy z nas ma zamiar uzbierac niezla kolekcje 😉
Niestety musialam wczesniej wyjsc z „ostatnich zajec”, zeby dostac sie na lotnisko, bo samolot mialam o 20. I tu sie zaczelo burzujstwo 😉 Taxi na lotnisko (1h) – taxi z lotniska (1h) 🙂 Samolot mial male problemy – najpierw z wystartowaniem – za duzo samolotow na lotnisku i sie korki zrobily ;), a pozniej z ladowaniem bo w Londynie bardzo wietrznie. Dodatkowo deszczowo … A to nowosc dla Anglii 😉 W hotelu wyladowalam o 00:30 normalnego czasu, a 23 :30 angielskiego, i jak mile bylo me zaskoczenie gdy w recpcji przywitala mnie Polka 🙂 Dostalam uroczy pokoik na 6 pietrze 🙂 Z wielkim mieciutkim lozeczkiem, wskakuje na nie jak na puchowa chmurke 😉
Rano zaszalalam bo spalam az do 7:30! 😉 Angielskie sniadanko – jajko i bekon ;P I pozniej do biura. Przyjemni, zyczliwi ludzie 🙂 Zapoznalam sie z budynkiem, z „instrukcjami”, zalatwilam troche papierkowych spraw i teraz odpoczywam 😀