I tak oto wyladowalam juz w Anglii. Dzis po raz pierwszy bylam w „swoim” biurze. Ale zaraz zaraz, bo znowu sie rozpedzilam, wiec od poczatku …
Mialam napisac o niedzieli w Paryzu 🙂 Dzien byl niesamowity! Choc gdy budzik po raz kolejny wyrwal mnie ze snu tak wczesnie, mialam ochote wylaczyc telefon i zakopac sie pod kolderka … Ale na szczescie opanowalam sie 🙂 Spakowalam plecak, aparat, statyw, zjadlam sniadanko i wyruszylam w droge 😉 Dosc szybko pojawila pierwsza i na szczescie ostatnia przeszkoda – bilet na pociag! Po raz kolejny – blondynka – nie pomyslalam ze w niedziele o 7:30 kasy na peryferyjnych stacjach moga byc nieczynne… OOO znalazlam automat! 😀 OOO tylko po fransucku 🙁 Poszczescilo mi sie bo na dworcu byl mily Pan, ktory troche znal angielski, i pomogl mi z ta maszyna i jeszcze pozyczyl mi 55 centow bo mnie braklo drobnych 😉 I nawet udalo sie nam znalezc angielskie menu – co jednak niewiele by mi dalo, bo nie wiedzialabym ktory bilet wybrac 😉 O 8:30 bylam juz w centrum Paryza i na stacji Chatelet les Halles czekalam na mojego przewodnika, ktory okazal sie zwariowanym, bardzo otwartym, zaskakujacym artysta fotografem! Czyli oprocz tego ze pokazal mi zakatki Paryza, ktorych sama na pewno bym nie odkryla, to dodatkowo dostalam wiele wskazowek dotyczacych fotografii, wiec podwojnie bylam zadowolona 😉 Oczywiscie odwiedzilismy rowniez standardowe, turystyczne miejsca, takie jak np. Luwr, czy wieza Eiffla, ale nie zwiedzilam muzeum, ani nie wjechalam na wieze 😉 Szkoda marnowac czasu na stanie w kolejkach 😉 Z reszta Luwr jest ogromy i przypuszczam ze jesli rzeczywiscie chcialbym „cos” zobaczyc to musialabym tam spedziec co najmniej jeden dzien – a ja mialam tylko jeden jedyny na caly Paryz 😉 Nie jestem w stanie powiedziec gdzie bylam – bo a) z francuskim u mnie krucho, a z francuskimi nazwami jeszcze bardziej 😉 b) nie sposob zapamietac wszystkiego 😉 W kazdym badz razie dzien byl sloneczny, cieply, a miasto cudowne! Mysle ze jakbym znala francuski to moglabym nawet zamieszkac w tych okolicach 😉 Miasto zadbane, rewelacyjnie przygotowane dla rowerzystow, sliczne uliczki, urocze zakatki … Naprawde bardzo pozytywnie mnie zaskoczylo 🙂 Dlatego polecam kazdemu – bo Paryz to nie tylko wieza Eiffla 😉 Bogdan, moj przewodnik, rowniez BARDZO mnie zaskakiwal! Chyba niewiele jest tak otwartych ludzi 🙂 Czasem moze az za bardzo 😉 Totalny luz, usmiech i pozytywne podejscie do zycia – artysta 😉 Do hotelu wrocilam po polnocy, szybki prysznic i usnelam jak dziecko, i choc krotko spalam bardzo dobrze 🙂
Niedziela byla urocza, ale niestety kolejne dni byly baaaardzo pracowite – zajecia, a oprocz tego musielismy w grupach przygotowac prezentacje – moja grupa miala zajac sie elektrycznoscia 😉 A i oczywiscie ciagle mialam do przerobienia plyty – materialu ogrom, a raport trzeba bylo wyslac do czwartku, ale na szczescie dzieki malej pomocy 😉 udalo mi sie to skonczyc 🙂 Dodatkowo na zakonczenie mielismy test, ktory zdalismy i otrzymalismy certyfikaty ukonczenia naszego pierwszego szkolenia. Kazdy z nas ma zamiar uzbierac niezla kolekcje 😉
Niestety musialam wczesniej wyjsc z „ostatnich zajec”, zeby dostac sie na lotnisko, bo samolot mialam o 20. I tu sie zaczelo burzujstwo 😉 Taxi na lotnisko (1h) – taxi z lotniska (1h) 🙂 Samolot mial male problemy – najpierw z wystartowaniem – za duzo samolotow na lotnisku i sie korki zrobily ;), a pozniej z ladowaniem bo w Londynie bardzo wietrznie. Dodatkowo deszczowo … A to nowosc dla Anglii 😉 W hotelu wyladowalam o 00:30 normalnego czasu, a 23 :30 angielskiego, i jak mile bylo me zaskoczenie gdy w recpcji przywitala mnie Polka 🙂 Dostalam uroczy pokoik na 6 pietrze 🙂 Z wielkim mieciutkim lozeczkiem, wskakuje na nie jak na puchowa chmurke 😉
Rano zaszalalam bo spalam az do 7:30! 😉 Angielskie sniadanko – jajko i bekon ;P I pozniej do biura. Przyjemni, zyczliwi ludzie 🙂 Zapoznalam sie z budynkiem, z „instrukcjami”, zalatwilam troche papierkowych spraw i teraz odpoczywam 😀