Na pewno nie raz Ci się to zdarzyło… A tak naprawdę czemu to robimy? Czemu sami przysparzamy sobie zmartwień i trosk? Zauważyłam że często nie potrafimy zaakceptować sytuacji taką jaką jest, tylko szukamy kruczków, haczyków, i ukrytych intencji. Choć często takowe właśnie są, to nie zawsze… Tylko skąd wiedzieć kiedy ich szukać a kiedy być spokojnym? Pewnie łatwiej to ocenić gdy dotyczy to bliskiej nam osoby, ale przecież też nie zawsze! Bo czy nie martwimy się gdy chłopak/dziewczyna/przyjaciółka/rodzina długo się nie odzywa? Czy to że chłopak nie napisał smsa przez cały dzień, znaczy ze coś jest nie w porządku? Czy nie może to oznaczać, ze po prostu był bardzo zajęty? Czy jeśli dziewczyna nie odbiera telefonu, to znaczy że się foszy, ma problem albo co gorsza, właśnie baraszkuje ze swym kochankiem? A może po prostu nie słyszy, bo zagadała się z przyjaciółką. Czy jeśli współlokatorka nie wraca długo do domu musi to oznaczać ze ktoś ją napadł w pociągu, bądź zgubiła się w dużym mieście? Nie, może po prostu spędza wieczór w miłym towarzystwie.
Sama często przyłapuje się na takim zachowaniu. Oczywiście gdy tylko jakieś niestworzone pytania pojawiają się w mojej głowie, przywołuję się do porządku, i tłumaczę sobie że to tylko moja wyobraźnia. Ale … Skąd to się bierze??
Brak zaufania do ludzi? Świata czy społeczeństwa?
Choć nadinterpretacja pojawia się również w rozmowach z innymi. Czy nie zdarza Ci się często „dopisywać” czegoś w czasie konwersacji bądź później gdy myślisz o czym była rozmowa? Czy nie zdarzyło Ci się pomyśleć „co on/ona miała na myśli mówiąc 'to'”? A czy nie łatwiej po prostu literalnie przyjąć to co zostało powiedziane? Tak, tak, wiem, czasami trzeba czytać między wierszami, ale przecież nasze rozmowy nie zawsze są tomikami wierszy! 😉
P.S. Jednakże… Patrząc z drugiej strony, to miłe wiedzieć że jest ktoś kto się o nas martwi, i myśli czy wszystko w porządku gdy późno nie wracamy do domu. Bo co jeśli rzeczywiście przydarzyłoby nam się coś złego?