Zawsze starałam się być sobą, ale mi się nie udawało. Zawsze starałam się imponować innym, prowadzić inteligentne rozmowy, sprawiać przyjemność rodzicom, a równocześnie uciekałam się do różnych sposobów, żeby robić to, na co ja mam ochotę. Zawsze torowałam sobie drogę krwią, łzami, siłą woli, ale zrozumiałam, że źle się do tego zabrałam. Moje marzenie niczego takiego ode mnie nie wymaga. Wystarczy tylko, jeśli mu się w pełni poświęcę. Jeśli przyjdzie cierpienie, to zacisnę zęby i wytrwam, bo wiem już, że cierpienie przemija! […]
Na tej drodze, gdzie, jak się wydawało, przed cierpieniem nie ma ucieczki, walczyłam o rzeczy, o które walczyć nie warto. Takie jak miłość. Człowiek kocha albo nie kocha, i żadna siła na świecie nie ma na to wpływu. Możemy udawać, że kochamy. Możemy przeżyć całe życie w przyjaźni i wzajemnym zrozumieniu, założyć rodzinę, kochać się każdej nocy i każdej nocy mieć orgazm, a mimo to czuć wokół żałosną pustkę, wiedzieć, że czegoś ważnego brakuje. W imię wszystkiego, co wydawało mi się, ze wiem o relacjach między mężczyzną i kobietą, starałam się walczyć o to, co wcale na to nie zasługiwało.
/Edda /