Poprzedniego posta zaczelam pisac w zeszly piatek … I choc krociutki, nie mialam kiedy go opublikowac :/
I minal kolejny weekend… Przed chwila rozeszli sie wszyscy do swych pokoi, bo siedzielismy jakies 2 godzinki i powtarzalismy sobie material na jutro. Dobrze mi robia te powtorki, mysle ze nawet czasem wiecej ucze sie powtarzajac z nimi, niz jak siedze sama i sobie czytam te cale prezentacje. Czasem marzy mi sie powrot do „papierkowych” materialow – tak, tak Dziubku, tesknie za zwykla ksiazka, notatkami, kolorkami 🙂 Przez to robie sobie wlasne notatki z prezentacji, choc przede wszystkim staram sie to robic, by nie patrzec caly czas w komputer, bo moje oczka sa baaaardzo nim zmeczone. Mimo tego ze uzywam okularkow, to czasem musze sobie zapodac kropelki, zeby troche im ulzyc. Na poczatku tego kursu myslalam ze jest ciezko, a to sie dopiero zaczelo … Wszystko nabralo tempa! W czwartek siedzialam w biurze do 21, wrocilam do hotelu – goraca kapiel, chwila przerwy, i dalej praca, w piatek rowniez troche nadgodzin … Och! I nastepny tydzien mimo ze krotki, bo tylko 3 dni pracujace, bedzie BARDZO trudny – jak zawsze w poniedzialek test, ale… tym razem rowniez we wtorek czeka nas egzamin – tym razem praktyczny, to jest piec testow, ktore trwaja caly dzien, i oczywiscie nikt nie wie jak to ma wygladac, ale 80% trzeba zdobyc … Wiec pewnie jutro w biurze spedzimy duuuuzo czasu po pracy. A pozniej dlugi weekend, z okazji swieta Dziekczynienia. Na kolacje jestesmy zaproszeni do jednego z naszych kolegow 🙂 Pewnie skonczy sie na jakims malym zwiedzaniu samego Houston, zakupach w wielkiej galerii, i nauce … Bo niestety w poniedzialek po tym weekendzie, czeka mnie publiczna prezentacja… Brrr…!!! Na sama mysl o tym ciarki mnie przechodza! W ten poniedzialek byly 2 pierwsze prezentacje „studentow”. Wyglada to tak ze ma sie 15 min na pokazanie tego co sie zrobilo, a pozniej dostaje sie pytania od 4-osobowej komisji. Nam wszystkim podobaly sie prezentacje naszych kolegow, za to komisja … Poprostu ich zjadla! Zniszczyla ich pytaniami, a pozniej punktacja – bo oczywiscie musisz i z tego zdobyc 80%. Yeah, to chyba bedzie najbardziej stresujace ze wszystkich tych testow! Ale mam jeszcze troche czasu na przygotowanie siebie i mojej „mowy”, bo prezentacja juz jest prawie skonczona. AAA, i musze wlasnie isc na zakupy, by zprezentowac sobie jakis elegancki stroj – bo w koncu mam wygladac profesjonalnie podczas prezentacji, tak jakbym z przedstawiala klientowi efekt naszej pracy.
Tak wiec moje zycie wpadlo troche w rutyne – biuro, hotel, nauka, prezentaje. Nic specjalnego. Nauka, nauka, nauka … Jakby ktos mi to powiedzial pare miesiecy temu to chyba bym go wysmiala, bo przeciez tak sie cieszylam ze w najblizszym czasie nie bede musiala sie uczyc jakis zakreconych teoretycznych rzeczy i przygotowywac to testow. Ech, alez zycie potrafi zaskoczyc ;)Nigdy nie wiemy co dla nas przygotowal los …