Poprzedni tydzien nie nalezal do latwych i przyjemnych :/ Nawet nie chodzi o to ze uczylismy sie jakis bardzo ciezkich rzeczy, choc poswiecilam caly weekend by przyswoic jakos ta wiedze (weekend z przerwami ;)). Ogolnie chyba skumulowalo sie cale zmeczenie, to ze na zajeciach „praktycznych” robilismy w kolko to samo, i tak naprawde nie prowdzilo to do niczego konstruktywnego – a ja nie cierpie robic czegos w czym nie widze sensu, klikas dla samego klikania?? Super… 😉 A na dodatek w piatek wyszlam z biura po 19 … Dlaczego? Bo okazalo sie ze do poniedzialku musimy skonczyc pewna czesc projketu, bo inaczej nie bedziemy mogli przejsc do kolejnych procedur – wszystko ok, tylko czemu nie powiedzieli nam o tym wczesniej niz w piatkowe poludnie? Czwartek spedzilismy na gadaniu i dyskutowaniu o roznych parametrach i pierdolach – co moglismy zrobic w ciagu 2 – 3h,eh ;)No i wlasnie taka marudna bylam 😉