Uffff… Męcząco! No i jestem juz na miejscu! Ale od początku 😀 Nie miałam niestety bezpośredniego połączenia – przesiadka w Pradze. Z Krakowa miałam odlot o 14:40 – zdążyłam, nie pomyliłam dnia ani godziny 😉 Leciałam liniami Czech Airlines [z resztą później również]. Wiecie że zdziwiłam się gdy zobaczyłam nasz samolot? Nie żebym wcześniej nie widziała takiego cudu natury 😉 Bo miałam już okazję lecieć samolotem, ale wtedy on był DUŻY – a ten? Kruszynka [jeśli można to tak nazwać ;)]! Jedno wejście, 54 miejsc pasażerskich + załoga i już. Moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy Panie zaczęły serwować przekąski! Za free!! Oczywiście bez większego szaleństwa – mini kanapka z sersem i kawałkiem papryczki + kubeczek napoju do wyboru [woda, sok, cola, cola light, i ?? WINO!! Białe lub czerwone]. Na procenty się nie skusiłam 😉 Godzinka i byłam w Pradze. Bagażem na szczęście nie musiałam się zajmować, choć trochę się stresowałam czy aby na pewno znajdę go w Paryżu, bo przeca różne rzeczy słyszy się o „zagubionych” walizkach… Lotnisko też mnie zaskoczyło bo było duże … Nie tak jak nasze krakowskie Balice i katowickie Pyrzowice …Ale to nic, bo jak zobaczyłam paryskie to mnie wcięło … [widzicie jak to jest? Wypuścić małego ludka w wielki świat …] Lotnisko Charles de Goule jest OGROMNE!! Ale zgubić się jest ciężko, bo wszystko jest bardzo dobrze oznakowane, wszędzie znaki, ekraniki, drogowskazy 😉 AAa.. w Pradze pochodziłam sobie po „bezcłowych” sklepikach i kupiłam sobie nawet pachnidełko 😛 A na koniec zaczepił mnie Pan z obsługi Czech Airlines i spytał czy nie chciałabym dostać karty członkowskiej 🙂 Lot do Paryża – 1,4h, z przekąskami – kanapka, ale taka inna 😉 Takie niby ciastko francuskie z kurczakiem i czymś w środku, do tego ogórkowa sałatka, i mleczny batonik. Kolejne zaskoczenie! A wcześniej było jeszcze jedno!!! Zamiast pokazującej ładnej Pani, początkowy instruktaż wyświetlany był na malutkich ekranach, które wysunęły się z sufitu!!!! A i tym, razem samolot był DUuuużY – myślę że jakieś 160 miejsc – ale tego już nie liczyłam 😉 I w Paryżu bagażu nie musiałam szukać 🙂 Jednak to nie był koniec podroży 🙁 Mogłam jechać taxi (ale uciekło by mi jakieś 80-100 euro), wiec podążając za instrukcja, jaką dostałam z firmy, poszukałam pociągu. Tak naprawdę to takie metro-pociąg 😉 Podroż również z przesiadką, zajęła mi 1,5h, i w hotelu byłam 22:30. Przeczytałam instrukcję, która czekała na mnie w recepcji, sprawdziłam czy jest net [jest, ale płatny, i to dość dużo euro za bardzo mało minut], rozpakowałam trochę rzeczy i … usnęłam jak dziecko. Nastawiałam tylko jeszcze budzik… na 6.00.
P.S. Pierwsze francuskie spostrzeżenia – dużo różnych narodowości, dużo indywidualistów, dużo różnych styli, modne dresy – począwszy od poszarpanych bawełnianych spodni, bo jakieś inne powyciągane gatki tylko np. z dodatkiem innych tkanin. Francuzi = zmarzluchy – mimo późnej pory, było ciepło, a wielu pasażerów miało czapki, chusty, bądź inne nakrycia głowy, rękawiczki, szaliki … A ja byłam w zwykłym t-shircie. …