Śpimy w rytmie katarynki czasu; budzimy się, jeśli się w ogóle budzimy, wobec ciszy Boga. A wtedy, kiedy budzimy się na głębokich brzegach niestworzonego czasu, kiedy nad odległymi stokami czasu rozbłyskuje ciemność, wtedy nadchodzi pora, by rzucać wszystko – nasz rozum i naszą wolę – wtedy nadchodzi pora, by pędzić do domu na złamanie karku.
Nie ma innych wypadków niż myśli i zwroty serca, powolne uczenie serca, gdzie i kiedy ma kochać. Reszta to tylko plotki i opowieści na później.
/Annie Dillard/