Pierwszy dzień szkoleniowy
Zmęczona, ale tak pozytywnie!! 😉 Dzień zaczął się wyjątkowo wcześnie, najpierw zadzwonił hotelowy telefon, później budzik, a była dopiero 6.00!! Zwlekłam się z łóżeczka, pff… łóżeczka! Łoża małżeńskiego! Bo nie wspomniałam wczoraj – sam hotel wygląda przyjaźnie, mieszkam sobie sama w pokoju 4-os, i jest właśnie jedno wielkie łoże i dwa mniejsze 🙂 Długo się nie zastanawiałam, które wybrać 😀 Ok, poranek … Prysznic, neutralny – nie za sportowy, nie za elegancki strój, najważniejsze rzeczy do plecaka, i na śniadanie [6:30-7:00]. Trzeba iść raczej wcześniej, nie dlatego że braknie jedzenia, ale 7:05 trzeba wyjść z hotelu, żeby dotrzeć na przystanek autobusowy. No właśnie autobus. Centrum szkoleniowe nie znajduje się w Paryżu – jest w miejscowości Melun – 45 minut szkoleniowym busem, czyli jest chwilka na drzemkę … Dostaliśmy „karty wstępu”, bo tylko tak można dostać się do centrum „dowodzenia” 😉 i o 8:30 początek. Nie będę pisać o czym są wykłady i prezentacje, myślę, że raczej by Was to nie zainteresowało 😉 Ogólnie – organizacja firmy, poszczególnych jej segmentów, bezpieczeństwo pracy, rozwój i kariera, itp. Moja grupa jest spora – 56 osób, co najmniej 23 narodowości, tylko ja jestem z Polski, więc język polski tylko tu, na blogu, więc wybaczcie, że tak się rozpisuje… Są osoby z Ukrainy, Rumunii, Norwegii, Niemiec, Libii, Kazachstanu, Arabii Saudyjskiej, Algierii, Indonezji i wielu wielu innych. Nie jestem wstanie zapamiętać wszystkich, z imionami jest jeszcze gorzej – co z tego że każdy z nas ma kartkę z imieniem, nazwiskiem, skoro ja nie potrafię większości prawidłowo przeczytać i wypowiedzieć!! Znalazłam dziewczynę, z którą będę pracować w Gatwick – Renata z Kazachstanu, jest Tatarką 🙂 Dużo osób przyjechało w grupach, więc jest im trochę łatwiej. Zasuwają po angielsku :/
Zajęcia będę mieć codziennie od 8:30 d0 18.00, z małymi przerwami i jedną większą na lunch [który dziś był bardzo dobry, do wyboru do koloru]. Jutro również mamy dostać służbowe komputery – dzięki czemu będę miała dostęp do neta! I będę mogła wysłać Wam to co teraz naskrobie w hotelu 🙂 Łączyć się będę mogła tylko w czasie tych przerw. Dlatego wieczorami będę sobie coś pisać a porankiem następnego dnia publikować 😉 Choć od jutra mogę nie mieć już tylu ciekawych rzeczy do „powiedzenia” 😉 Miałam nadzieję pozwiedzać trochę Paryż, ale może być z tym krucho – tzn. pozostaje mi jedna jedyna wolna niedziela, którą na pewno na to wykorzystam. Poza tym wieczory raczej odpadają – wracam do hotelu po 19.00, dotarcie do centrum zajmuje średnio 1h, a ostatni pociąg wraca ok. 23 – przy czym jeden z koordynatorów, radził nie jeździć o tej godzinie samej [a przecież nie będę nikogo wyciągać], i nie wybierać raczej ostatniego pociągu … Więc ile miałabym na zwiedzanie? Godzinkę? Dodatkowo, po powrocie do hotelu, muszę chociaż przejrzeć materiały szkoleniowe – mamy mieć test na końcu. I wygląda na to, że sporo będę musiała się tutaj pouczyć. No ale czy nie po to tu w końcu jestem?
P.S. Drugie francuskie spostrzeżenie – F. mają fioła na punkcie zapinania pasów – w autobusie, samochodzie, wszędzie. I można mieć poważne problemy jeśli zapomni się o ich zapięciu…