Sukces to tylko jedno z miliona słów, które częściej w skali mikro, a rzadziej w makro towarzyszy nam przez całe życie. Jego nieustanne pragnienie wywołuje niedosyt, a nadmiar powoduje, że jeszcze bardziej i częściej chcemy go doświadczać. Bywa, że ponad miarę. „Jestem skazana na wieczność obsesyjnej pracy, żaden osiągnięty cel mnie nie satysfakcjonuje. Złote jabłko pożera swoje nasiona. I tak jest bez końca” – wyznała Bette Davis. Pożałować czy jednak pozazdrościć? Bo jak by nie było, sukces to sukces … Tyle że chodzi o to, żeby nie dać się zwariować. Żeby przy względnej równowadze uczuć i umysłu zdefiniować to coś, ten pożądany stan, który sprawia, że przez moment czujemy się szczęśliwsi, mądrzejsi, bogatsi i przede wszystkim lepsi od innych. I tu właśnie tkwi najbardziej chytra z chytrych pułapek. Jak tego dokonać, skoro zawsze będzie ktoś szczęśliwszy, mądrzejszy i bogatszy od nas? A jeśli tak, to czy wtedy ten mozolnie przez nas wypracowany i wymarzony sukces straci na wartości? Oczywiście, że nie. Wystarczy uświadomić sobie, że sukces, czyli los wygrany na loterii życia, to umiejętność cieszenia się z tego, co jest teraz, a nie tego co kiedyś ma się zdarzyć.
/M.Domagalik/